Too drunk to fuck


Przepraszam za dłuższą przerwę, ale sami rozumiecie - święta i tak dalej.Dopiero ogarnęłam się na tyle, żeby coś dla Was napisać. Znowu nie o seksie, wybaczcie, ale są w życiu też inne ważne rzeczy.
Za parę dni Sylwester. Dzień wielkiego picia, fajerwerek i krzyczenia życzeń obcym ludziom na ulicy. Przypuszczam, że większość z Was nie ma nawet jeszcze sprecyzowanych planów, ale to nic – pamiętajcie, że najlepsze imprezy sylwestrowe to te, które pojawiają się w planach 31. grudnia około szesnastej. A jeśli definitywnie nie macie co robić, to pozwolę sobie na reklamę i zapraszam Was serdecznie do szczecińskiego Inferno.
W każdym razie, w związku z tym okresem pijaństwa naszło mnie trochę alkoholowych przemyśleń. Po pierwsze, stwierdziłam, że przestanę się pokazywać publicznie w stanie upojenia bo w dziewięćdziesięciu procentach przypadków kończy się to potem dwudniowym moralniakiem. Zastanawialiście się kiedyś, jakie są sposoby upijania się i zasady rządzące pijanym światem?

„To logiczne!”

Czyli te chwile, kiedy nasze myślenie przyczynowo-skutkowe staje się nagle niezwykle rozwinięte. Pada w żartach jakieś hasło w stylu: „on jest gejem!”, „on i ona na bank ze sobą kręcą!”, „on na pewno jest żigolakiem!”, „nas wszystkich atakuje wirus zombie!”. W pierwszej chwili jest śmiech, ale chwilę później podajemy sobie argumenty, co chwilę odkrywamy nowe i BUM! Zaczynamy być święcie przekonani, że to jest prawda. Kocham pijacką logikę, serio. Wyjaśnię to może na przykładzie tego żigolaka. Kiedyś z Pauliną pijane zastanawiałyśmy się, jak zarabia nasz kolega.

- No bo wiesz, on ma sporo kasy. I to na tyle, że kiedyś widziałam u niego w domu jak się stuzłotowe pogniecione banknoty walały po podłodze po pokoju…
- Było trzeba brać.
- Głupio mi tak przy wszystkich. W każdym razie, nie chce powiedzieć gdzie pracuje, milion razy go pytałam i zbywa temat. Raz powiedział, że pójdzie do pracy jak mu się zachce, taką ma pracę.
- Czyli na co dzień siedzi w domu? Może jest dilerem czy coś?
- Żadnym dilerem. Dzwoni do mnie co chwile z pytaniem „czy masz coś ogarnąć?”
- Ty… Przecież on musi być żigolakiem.
Tu nastąpił wybuch śmiechu, a po chwili:
- W sumie jest ładny. Wyjątkowo dobry w łóżku. Laski na niego lecą. W żaden inny sposób nie mógłby zarabiać takiej kasy.
Pół godziny później już byłyśmy całkowicie przekonane o słuszności naszej teorii. W sumie te wymyślane po pijaku teorie maja to do siebie, że nawet kiedy się wytrzeźwieje, zostawiają jakieś ziarenko niepewności.


Na cwaniaka.

Najgorszy sposób upicia się jak dla mnie, nazwany przez Paulinę. Najgorszy, bo jest zawsze po nim najgorszy moralniak. To właśnie wtedy robimy najgłupsze rzeczy, za które nam potem wstyd przez kilka lat, ale w trakcie robienia wydaje nam się, że jesteśmy tacy zajebiści i cwani. Przedstawię to znowu na przykładzie niedawnej sytuacji. Upiłam się z koleżanką właśnie w ten sposób i poszłyśmy to jednego ze szczecińskich całodobowych Fast foodów po frytki. Stałyśmy pijane czekając na to, aż się zrobią, a przed nami leżały zostawione przez kogoś wcześniej drobniaki. Serio drobniaki, 1,70 zł. Wymieniłyśmy z Kasią (tak tak Piotrze, jeśli to czytasz – mowa o Twojej menedżerce) znaczące spojrzenia, po czym schowała pieniądze do portfela. Babka z obsługi powiedziała wtedy do niej wyjątkowo niemiłym (tak mi się wtedy wydawało) tonem: „Ale ta reszta nie była pani!”. Kasia odłożyła pieniądze, które jak się okazało były kompletnie pijanego kolesia, który właśnie wychodził. I tak sobie leżały, nieruszane przez nikogo. Pomyślałam sobie, że babka jest suką, która zazdrości nam widocznie, że my jesteśmy fajne i że sobie idziemy pić dalej. No i liczy bezczelnie, że sama zgarnie te pieniądze. Poczekałam więc, aż Kasia dostanie swoje frytki, zgarnęłam te nieszczęsne drobniaki i wyszłam nie oglądając się za siebie. Like a boss. Przynajmniej wtedy mi się tak wydawało. Słyszałam jeszcze za sobą jak babka krzyczy za mną: „halo! Halo!”. I czułam się taka cwana i zajebista. Teraz wstyd mi o tym mówić, ale wtedy byłam ze swojego wyczynu tak dumna, że chwaliłam się obcym ludziom w klubie jaka to ja nie jestem.
Swoją drogą, dowiedziałam się potem z relacji Kasi, że moje wyjście ‘like a boss’ raczej wyglądało jak ucieczka szybkim krokiem i paniczne rozglądanie się na boki (ja byłam przekonana, że posyłam ludziom siedzącym przy stolikach pełne wyższości spojrzenie).
I podczas bycia pijanym „na cwaniaka” zazwyczaj zdarza się kilka-kilkanaście takich akcji jednej nocy.


„Jesteś zajebisty! Ale serio! Jesteś zajebisty!”

Inna sytuacja, mniej w sumie dokuczająca dnia następnego, to młodsza i mniej żulowska odmiana „ale ja cię szanuję!”. Mi się zdarza wyjątkowo często, kiedy jestem pijana. Tyczy się to głównie poznawania nowych ludzi. Ja bardzo często jestem zakochana w nowych ludziach po pijaku i uwielbiam z nimi rozmawiać i jestem w szoku jak cudowni potrafią być. Oczywiście uważam za punkt honoru przypominanie im o tym co trzydzieści sekund. Dziewczynom powtarzam jakie są śliczne, facetom, jacy zajebiści i jak ja w ogóle się cieszę, że ich wszystkich poznałam.
Nie wydaje mi się to szczególnie złe czy groźne, a na dodatek mam nadzieję, że poprawia tym ludziom chociaż trochę humor.


Filozoficznie.

Z moich obserwacji wynika, że częściej się to zdarza facetom. Zwłaszcza odmiana polityczna. Jestem w szoku jak niektórzy po pijaku potrafią się robić elokwentni. Mi to się raczej trafia tylko jeśli napiję się z konkretnymi osobami. Wtedy wychodzą tematy filozofii, religii, metafizyki, Boga, kosmosu, wszechświata i w ogóle całej istoty rzeczy i sensu istnienia. Całkiem to lubię, czuję się mądra.


Zwierzenia.

Chyba najczęściej mi się trafia. Zazwyczaj jest to wtedy, kiedy piję z większą grupą osób, z których kilku nie znam. Lecą kolejne kielonki, browary i w końcu staje na tym, że rozmawiam tylko z jedną osobą (i to zawsze z tych nowych).I to tak że już reszta nas nie obchodzi i wyciągamy największe życiowe przeżycia i sekrety. Opowiadamy o rzeczach, o których często nie wiedzą nawet nasi starzy znajomi, a co dopiero jacyś obcy ludzie. Radzimy sobie, współczujemy i po takiej imprezie żegnamy się jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi, chociaż następnego dnia nie poznalibyśmy się na ulicy (no, chyba, że znajdziemy się na facebooku). Też jest fajnie, bo każdy lubi opowiadać o sobie i wygłaszać swoje opinie i dawać sercowe i życiowe rady innym. Przynajmniej po pijaku.


Jest jeszcze oczywiście wiele innych sposobów picia. Jest na agresora, na smutno, na romantycznie. Kiedyś usiądę i opiszę resztę, która przyjdzie mi do głowy. A może Wy macie jakieś propozycje? : )
Póki co życzę Wam miłego Sylwestra i ciekawych postanowień noworocznych. 


12 komentarzy:

  1. Tyle na temat upojenia:
    http://www.nasze-forum.pl/5-stanow-upojenia-alkoholowego-t752.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Przynajmniej w męskim świecie...

    OdpowiedzUsuń
  3. mi tam się najczęściej czułość włącza... nieważne z kim, gdzie, mam ochotę się do kogoś przytulić i dać buzi... to jest potworne, bo po tym też potrafię mieć moralniaka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, ale prawde napisałaś!
    Powinnas jeszcze dodać ze po Tobie nigdy nie widać kiedy jestes pijana, że nie bełkoczesz i chodzisz prosto! Istny fenomen :O Bóg stworzył Cie po to żebys piła!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna analiza :D
    JA oczywiście czekam z sprecyzowaniem planów sylwestrowych do jutra do 16 (co najmniej!) :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz ciekawy sposób myślenia.. i pisania. Rzadko można teraz spotkać osoby, które potrafia naprawdę zainteresowac słowem- gratuluję, Tobie się to udaje :)

    Pozdrawiam
    nashi-somewhereinsideme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. a to How I Met Your Mother to naprawdę takie dobre jak wszyscy mówią? (tak, jestem jednym z tych nielicznych ignorantów, którzy nie oglądali, ale są skłonni nadrobić) ;)

    co do Kasi: nie jestem zaskoczony ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. No to jest jeden z moich ulubionych seriali :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się sposób na cwaniaka:)) jakbym widziała siebie w niejednej życiowej sytuacji, która ciągnie się za mną jak smród. Który w sumie tylko ja czuje, bo mnie wstyd. Aha najgorsze, że tylko ja je pamiętam.
    Mnie chyba najczęściej dopada sposób "nie jestem pijana" Jako, że pije raz na pół roku (nie znoszę mieć kaca, a mam nawet po jednym piwie) to wmawiam wszysctkim "Ty przecież wiesz, że ja nie piję. No gdzie tam jestem pijana. Wypiłam tylko ( w głowie liczę... 4-8 drinków...) Wypiłam tylko 2 drinki!!":):):)
    Kasia P.

    OdpowiedzUsuń
  10. Punkt 'Filozoficznie' od razu mi przypomniał moment z filmu 'Job. Ostatnia szara komórka'. Z tym, że oni byli tam spaleni ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie się najczęściej włącza cwaniak, no i czasami filozof.... ale to już muszę być nieźle trzepnięta ;)

    OdpowiedzUsuń

Żeby Twój komentarz przeszedł przez moderację, musisz przestrzegać dwóch zasad:
- jeśli się ze mną nie zgadzasz, albo chcesz cokolwiek skrytykować, to po pierwsze, nie możesz być anonimowy, a po drugie - musisz mieć argumenty (i to sensowne)
- komentarzy z jakąkolwiek autoreklamą nie zatwierdzam. Jak Twój blog jest do tyłka i nikt go nie czyta, to nie mój problem. Tu się nie wybijesz.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.